Wyszedł z łazienki. Chciał już wyjść, ale znowu

Dziewczyna z podziwem oglądała rzeźbione drewniane sufity, obrazy na ścianach. Stary dom miał swój urok właściwy dawnym posiadłościom plantatorów. Pomyślała, że odkąd pracuje w CIA, właściwie nie ma żadnego miejsca, które mogłaby nazwać swoim domem.
Niania miała okazję widzieć do tej pory. Nieporadnie szła
poszło dobrze. Pragnę ci jeszcze raz podziękować, że wydałeś przyjęcie.
Powstrzymał się od wzruszenia ramionami.
- Dziewczynki mają pochwę - odpowiedział bez namysłu, wprawiając Glorię w jeszcze większe osłupienie.
lodzie stąpa. Ostatecznie guwernantka mieszkała pod jego dachem i znajdowała się pod jego
- Weź mnie ze sobą! - zawołał, widząc, co przeżywa.
Moim nauczycielom z miłością i wdzięcznością.
Snów White Killer znowu zaatakował. Santos dostał informację o 2:57 nad ranem, a dwadzieścia sześć minut później parkował swój samochód przed Katedrą św. Ludwika. Teren został już ogrodzony przez policję, na miejscu zabójstwa był koroner i ekipa dochodzeniowa. W chwili kiedy Santos miał wysiadać z wozu, na parking wjechał minibus stacji telewizyjnej Channel Four, z którego wyskoczyła Hoda Kotb.
- Jestem taka szczęśliwa. Muszę wszystkim powiedzieć!
Przycisnęła dłoń do rozgrzanej słońcem szyby. Miała ochotę wypchnąć ją, wydostać się, uciec precz, ku wolności. Ile razy w ciągu czternastu lat zamknięcia w tym domu z czerwonej cegły ogarniało ją podobne pragnienie? Przemienić się w ptaka, rozwinąć skrzydła, odlecieć.
- Nie wydaje się, żeby zamierzał cię skrzywdzić.
- Wiedziałam, że stoimy na skraju podestu.
- Nie żałuję. - Uniosła twarz i spojrzała mu w oczy. - A ty?

Miała już uciec na powierzchnię, gdy poczuła na

Liz przyjacielskie spojrzenie. Liz uśmiechnęła się do niej i pomyślała o swojej matce. Kiedy zamykały się drzwi, usłyszała jeszcze wołanie dziewczynki:
Hope pokazała bratu język.
- Nie jest mi potrzebna.

- Zaczekaj. - Gloria położyła jej rękę na ramieniu. - Przepraszam. Zachowałam się paskudnie. Co chciałaś powiedzieć?

183
- Cholera, Kelsey, tego właśnie nie wiem.
- Nie, nie z mojej - rzekł cicho. - On tu przybył po ciebie.

Owszem, mógł uwierzyć. Przed oczami stanęła mu wykrzywiona w śmiertelnym grymasie twarz matki.

dziewczyna jest moja. Chodź i ocal ją, jeśli się odważysz!
- Nie wszyscy. Powiedziałbym, że może pół na
68